czwartek, 3 lutego 2011

Come out come out

Całe życie w uproszczonym skrócie: rodzisz się, kształcisz się, kształcisz się by pracować, pracujesz by się wzbogacić oraz by inni mogli się na tobie wzbogacić, przechodzisz na emeryturę i pozwalasz innym by pracowali na ciebie, umierasz. Maksymalne uproszczenie, po drodze można dodać losowe zdarzenia. Oczywiście mogłyby się znaleźć głosy o tym jaki kto nie jest szalony, czego nie wyczyniał podczas życia. Dobra, ile to trwało? Dzień? Dwa tygodnie? Nie sądzę, by ktoś prowadził ustawicznie ciekawe, aktywne, społeczne życie. Ciekawszą grupą "szaleńców" są teraźniejsze nastolatki, których wyznacznikiem szaleństwa jest opowiadanie o swoich wyczynach gnębienia innych ludzi/ chlania. Jeśli nie to patrz - chlania/ ćpania/ gnębienia/ trzaskania zjebanych zdjęć w miejscach publicznych/ trolowania na innych ludziach. (niepotrzebne skreślić). Udowodnij, że się mylę.

Ale nie o tym mowa :D

Konkretniej, dzisiaj chciałem się zastanowić nad kwestią życia po śmierci. W trakcie swojej, względnie krótkiej egzystencji, usłyszałem multum teorii. Sam jestem agnostykiem teistycznym, tyle, że ciężko mi dopasować do siebie jakiś wariant. Sama koncepcja Boga Jedynego, wydaje mi się niemożliwa w tak wielkim wszechświecie. Istnieją miliony układów planetarnych, zdecydowanie nie jesteśmy jedyną rasą, a opieka Boska wyłącznie nad człowiekiem śmierdzi mi troche obawą o swe życia po śmierci. Opisze te najbardziej wiarygodne (oczywiście jeśliby w ogóle uwierzyc w wizję życia pośmiertnego) Zacznijmy więc od:

ŻYCIE WIECZNE
To nawet brzmi całkiem przerażająco. Stworzone dla bogobojnych duszyczek, które za życia muszą przestrzegać ściśle określonych zasad by trafić do raju/nieba/wybawienia. Jedno z najszerszych wierzeń życia pozagrobowego. Bez wiary nie wejdziesz, najwyżej spłoniesz w piekle, a raczej będziesz swe wieczne życie cierpiał. Przykre, ale działa na bogobojnych, przez co mogło być dobrym narzędziem w odpowiednich rękach. Pamiętam lekturę z bodajże podstawówki - Bracia Lwie Serce - w takim wydaniu pokusiłbym się o niebo ];->

REINKARNACJA
Wędrówka dusz, wędrówka po śmierci, wywodzi sie z typowo azjatyckich wierzeń. Umierasz, wcielasz się w inną postać/gatunek cokolwiek. Z tym związane jest twoje poprzednie życie - odrodzisz się w tym, na co zasłużyłeś, czyli jednym słowem Karma. W Indiach dobrze jest się odrodzić krową. Brzmi sympatycznie, a na pewno sympatyczniej niż smażonko w piekle. Z tym jak również i z następnym wiążą się doświadczenia z poprzedniego życia.

CYKLICZNOŚĆ ŻYCIA
Świat powstał w wielkiej eksplozji, zainicjowanej przez niewiadomą siłę, minęły miliony lat, jest sobie nasza mała nieznacząca cywilizacja, która kiedyś wygaśnie, mijają miliardy lat, następuje implozja i od nowa. HM to oznacza, że rodzimy się na nowo. W tym samym życiu, przeżywamy to samo, nic się nie da zrobić, ale jednak żyjemy. Jak już mówiłem, skoro coś jest cyklicznie, zostawia jakiś ślad , co NIBY odbiera nasza dusza (czyli energia), z naszego poprzedniego życia. Nikt nie przechwyci naszej "pamięci" bo energia jest podpisana jakby naszym kodem. Brzmi chaotycznie. Tu wchodzą sny prorocze, jasnowidzenie i inne. Możliwe, że to juz kolejny raz przechodzimy życie.

CZARNO
Giniemy. I nic. Najbardziej przerażająca. W sumie nikomu się nie podoba. Nigdzie nas nie ma, nie można zawładnąć niebem ( ];>), nie będziesz krową ani nie przeżyjesz znowu tego samego. Ani niczego z innych koncepcji wizji życia po życiu. Świat o nas zapomina. Nie ma myśli, nie ma wizji, dźwięku. Smutne.

Wystarczy się pocieszyć, że coś może tam jest. Wszyscy umrzemy, a z zaświatów - jeśli istnieją - nikt nie wrócił (chyba), a osoby, które doświadczyły reinkarnacji nie są w stanie powiedzieć nam nic o procesie śmierci.

PS: Piszę na wszelki wypadek- nie chciałem urazić niczyich wierzeń i pomimo tego, że potraktowałem temat luźno, po macoszemu, dosyć mnie to męczy i spędza sen z powiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz