czwartek, 10 lutego 2011

one way ticket

Dzisiaj grając na harmonijce, miałem przed oczami piękne obrazy. Była to część mojego marzenia, by uciec gdzieś, z dala od tego miejsca, od tych ludzi. Zawsze miałem ochote zniknąć bez śladu, bez znaku - z dnia na dzień. Wyjechać gdzieś, gdzie nie dosięgała mnie mizerność ludzi z mego otoczenia, miasta. Prawdopodobnie zostałbym szybko zastąpiony. Przy utracie kogoś bliskiego, przyjaciela, odnajdują sobie nowych na twoje miejsce, zazwyczaj kompletnie zapominają, w zależności od stopnia zażyłości.

Wróćmy do mojego marzenia. W mojej wyobraźni powstał obraz mnie, jako człowieka będącego ciągle w podróży. Wyobraziłem sobie, jakbym przemierzał świat, samotnie bądź z najlepszym przyjacielem, mniej więcej na kształt "Dzienników motocyklowych". Lecz motor zastąpiłbym składem pociągu towarowego. Pięknie byłoby gonić za wagonami, by w końcu dostać się na "pokład", z miejsca obserwowałbym bezkresne pola, lasy, zmieniające się otoczenie. Wciąż coś nowego. W ciągu jednego dnia mógłbym zmienić swe otoczenie diametralnie, z tak doskonale mi znanych na puste równiny, wzgórza. Może nawet udałoby mi się dotrzeć do całkowicie innej strefy klimatycznej, o zróżnicowanej faunie i florze od tej tutaj występującej. Ja zaś bym z miejsca pociągu, spoglądał poprzez ramię na błękit nieba, górującego nad zielonymi polanami. Zostawiłbym chętnie za sobą wspomnienia, ludzi, dokładnie tak jak pociąg znaki, drzewa, miasta. Dokładnie jak pociąg mógłbym kiedyś znów przemierzyć tę samą drogę, lecz w innym już kierunku.

Dzięki znajomemu trafiłem na świetną galerię w internecie. Uważam, że jej zdjęcia mniej więcej pozwalają mi uwolnić takie myśli, zaś niektóre na pewno wprawiły mnie dzisiaj w tak marzycielski nastrój.

2 komentarze: