Rozważania, prywatne filozofie, poglądy na sprawy codzienne. Mocno subiektywna wizja świata przez pryzmat uczuć i stanu.
sobota, 5 lutego 2011
Sobota
Dzisiaj dopiero spostrzegłem jak ludzie wokół mnie się zmienili. Albo to ja się cofnąłem. Nie rozumiem tej całej apoteozy "inności", kiedy w praktyce wygląda to tak, że każdy "inny" jest taki sam jak reszta z tych "innych", jednak wszyscy zachwycają się tym schematem, choćby z obiektywnego punktu widzenia była przeciętną osobą. Zmierzam do tego, że w grupie zawsze jest osoba, na której opierają się inne jednostki, jedna osoba, która jest jakby guru, przewodniczącym, a reszta dumnie kroczy jej ścieżkami, jakby autorytet. Choćby ta osoba była najbardziej zjebana, jej aura sprawia, że znajduje sobie popleczników. Kiedy patrze na twarze na ulicy, w knajpie, kiedy rozmawiam ze znajomymi, a kiedy oni rozmawiają z inną nieznaną osobą, całkowicie się zmieniają. Zmienia się ich charakter, zachowanie. Przypasowują się do rozmówcy, zmieniają swoje zainteresowania, mówią rzeczy nawet sprzeczne z ich ideami. Czy nasze społeczeństwo jest tak zakłamane? Czy przed innymi, by ich zaciekawić, trzeba być osobą, którą się nie jest? Może dlatego nie potrafię zaciekawić większości, bo nie potrafię się wpasować w inną rolę. Potrafię grać emocje, ale nie umiem zmieniać swojego usposobienia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz