wtorek, 22 lutego 2011

Więźniowie na własne życzenie (pt.1)

Pewnie każdy z Was myśli, że jest wolnym człowiekiem, nie ma nic bardziej mylnego. I nie mam tu na myśli praw, obowiązków, zakazów - choć w całkiem znaczącej i one ograniczają naszą wolność. Choćby kontrowersyjna ustawa wprowadzona bodajże 15 listopada, traktująca o ograniczeniu miejsc do palenia. W porządku, dla niepalącego jest to ustawa korzystna. Dla mnie jest to bzdura, ograniczenie swobód obywatelskich moich, każdego palacza oraz gehenna dla właścicieli małych knajpek, którzy z braku miejsca bądź funduszy na palarnie, przeżywają spadek klienteli. Oczywiście ktoś mógłby nagle krzyknąć: "Nie będe wdychać tego smrodu, to mnie zabija, jak pali to niech sie zabija sam i sam sobie szkodzi, bedę śmierdział". Po pierwsze jest to dyskryminacja pewnej grupy osób, sporej grupy osób, którym odebrano możliwość zapalenia przy piwie w knajpie, w restauracji. To jest urok takich lokali, kiedy zaczytywałem się w opisy, knajpę widziałem jako miejsce wolne, zadymione, w którym powietrze tak przesiąknięte alkoholem oraz dymem, że omalże w tak gęstej atmosferze można by pływać. W praktyce wygląda to tak, że palarnie są słabo ogrzewane bądź praktycznie wcale, w większości knajp ich nie ma, zaś niepalący i tak zmuszeni są wdychać dym przy wejściach, bądź przebywając w takich palarniach przy innych znajomych. Udobruchanie jednych, nie powinno się odbywać ograniczaniem innych, zaś tutaj mamy idealny przykład na forsowanie ustawy, w celu korzyści majątkowych oraz kolejne pieniądze idące z budżetu na kontrole lokali. Argument odnośnie przesiąkania rzeczy smrodem jest absurdalny, sprawą normalną jest (przynajmniej u mnie), że rzeczy po pobycie w jakimś lokalu śmierdzące nie tylko dymem, ale i alkoholem, potem bądź czym innym lądują w koszu na pranie. Po drugie jest to krok do ograniczania praw innych, równie wielkich grup za sprawą rządu. Po trzecie, z tej samej racji żądam zakazu podawania dłoni onanistom, zakazu przebywania osób niepełnosprawnych w miejscach publicznych a niepalącym zakaz zbliżania się do mojego dymu i mojej osobistej strefy 5 metrów pod groźbą kary chłosty.

Mówiąc o wolności początkowo mówiłem o posiadaniu telefonu komórkowego, internetu, uzależnieniach, zależnościach od innych osób. W dzisiejszych czasach praktycznie każdy posiada co najmniej jedno konto komórkowe. Oczywiście, komórki są znakomitym wynalazkiem, ułatwiają nam życie, co więcej, w wielu przypadkach ratują poszkodowanych. Jednak na przestrzeni kilku lat sprowadziliśmy komórkę do jednej z najważniejszych form rozmowy. Coraz więcej młodych ludzi nie potrafi stanąć z drugim człowiekiem twarzą w twarz i nawiązać dyskusji. Co straszniejsze, zanika poprawna polszczyzna. Z tak progresywnie rosnącą liczbą analfabetów/idiotów, sprawność rozmowy, pisania oraz czytania przejdzie znów do sfery elitarnej. Jest to jeden aspekt uwięzienia przez "mobilność". Drugim jest zaś ustawiczna kontrola, przez bliskich, znajomych. Posiadając komórkę, musisz liczyć się z telefonami z pytaniami o miejsce pobytu, z mnóstwem pytań o to co aktualnie robisz. Obserwując otoczenie, zauważyłem nawet załamania w przypadku nieodpisania na głupiego smsa, obawy, kłótnie. To tak przykre, że jednocześnie sprowadza się tak ważną rolę usamodzielnienia jednostki, zaufania na tak niski poziom, że istnieje potrzeba sprawdzania osób, które się kocha, które się podziwia oraz ograniczenie rozmów do głupiego "bezprzewodowego telewizorka z klawiaturką".
Resztę rozważe dnia następnego :>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz